Strony

Wednesday, 19 April 2017

marcowe fajności

Obiecałam sobie systematyczność na blogu, ale pod koniec lutego udało mi się znaleźć pracę i najzwyczajniej w świecie brakuje mi doby na wszystko, co chciałabym zrobić w ciągu jednego dnia. Ma to jednak swoje plusy (praca, nie brak czasu) - w końcu mogę pozwolić sobie na kupno rzeczy, na które zawsze szkoda mi było pieniędzy. Na tę chwilę więc mam możliwość dodawania krótkich recenzji nowych nabytków. Mam nadzieję, że z końcem maja (bo wtedy kończy mi się umowa o pracę) zwiększy się moja aktywność tutaj. Dzisiaj przychodzę z podsumowaniem minionego miesiąca - marca. Moi drodzy, przedstawiam fajności!

DO OGLĄDANIA:
  • Wszystkie nieprzespane noce - film miał swoją premierę dokładnie 4 listopada 2016 roku. Pamiętam, że w trakcie seansu bardzo dużo osób po prostu wyszło z sali kinowej. Sama byłam nieco skołowana, ale wraz z mijającym czasem rósł mój niedosyt. Teraz już nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile razy szukałam filmu w internecie, ile obejrzałam wywiadów, i ile razy widziałam sam zwiastun. W końcu jednak się doczekałam - od końca marca film jest dostępny na VOD. Ale zanim go obejrzycie: pamiętajcie, że jest to produkcja, do której należy podejść z dystansem (i lampką wina).


DO CZYTANIA:
  • Ślepnąc od świateł, Jakub Żulczyk - ta pozycja nie jest żadną nowością w mojej biblioteczce, ale mam do niej wielką słabość. Sam autor wzbudza we mnie ogromne emocje. Może zabrzmi to irracjonalnie, ale niesamowicie imponują mi, a tym samym stresują mnie inteligentni mężczyźni. Pamiętam jak się trzęsłam, kiedy podawałam tę książkę panu Jakubowi do podpisania. Z niecierpliwością czekam na premierę Wzgórza psów.
  • Mleko i miód, Rupi Kaur - nie chciałabym pisać tutaj zbyt dużo, bo planuję dla tej książki osobny post. Jeżeli jednak nie uda mi się tego zrobić to po prostu zaktualizuję ten opis.

URODA:
  • MAC Matte Lipstick - to właśnie jedna z listy rzeczy, na które "czaiłam się" bardzo długo. Postawiłam na jeden z chyba najpopularniejszych odcieni, mianowicie - Velvet Teddy. Mimo tego, że był to całkiem spontaniczny zakup (wpadłam do Douglasa tylko na moment przy okazji wizyty w galerii handlowej), okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie rozstaję się z tą pomadką nawet na chwilę. Już planuję zakup kolejnej. Wciąż jednak nie zdecydowałam się na kolor.
  • Benefit Gimme Brow - nie powinnam narzekać na swoje brwi - są ciemne i mają całkiem ładny kształt. Są przy tym niestety niezbyt gęste, przez co muszę je nieco upiększać. Na rynku dostępnych jest bardzo dużo przeróżnych produktów do brwi, więc nie jest to jakiś wielki problem. Najgorzej jest jednak dobrać odpowiedni odcień kosmetyku, gdyż większość cieni, kredek i wszystkich innych cudów występuje w ciepłych tonach, a moje brwi, jak na złość, mają chłodny odcień. Z Gimme Brow wyjątkowo mi się udało - numer 5 jest wręcz idealny, a samo malowanie zajmuje może kilka sekund.
  • peeling kawowy - poleciła mi go znajoma. Kawę można łączyć z czym nam się tylko podoba, a skóra po zabiegu jest niesamowicie gładka!

MIEJSCA I WYDARZENIA:
  • sztuka wyboru - jeszcze przed przeprowadzką do Gdańska zdarzało mi się tam chodzić dla samej obecności. To miejsce robi dobrze mojemu poczuciu estetyki, a do tego mają fajną kawę i sklep, w którym ostatnio bywam tak często, że pracująca tam pani niedługo zacznie mnie rozpoznawać. 
  • koncert Romantyków Lekkich Obyczajów - był to już któryś z kolei koncert tego zespołu, na który się wybrałam. Zawsze towarzyszą temu takie same emocje - ekscytacja i totalne odcięcie od rzeczywistości. Boli mnie jednak fakt, że chłopaki stali się już tak popularni, że najzwyczajniej w świecie przestajemy mieścić się w Wydziale Remontowym. 
  • koncert KAMP'u - w zeszłym roku grali w walentynki, w tym roku w dzień kobiet. Super sprawa!
  • Die Antwoord Night - to już drugi raz jak wybrałam się na tę imprezę. Nie będę się za bardzo na ten temat rozwodzić. Gorąco polecam wszystkim mającym słabość do tego zespołu!

INNE:
  • czarna kawa - nigdy nie byłam wielką fanką kawy. Jak już zdarzyło mi się wypić to zazwyczaj składała się ona w 3/4 z mleka. Któregoś dnia znajoma poczęstowała mnie kawą, którą przywiozła ze sobą z Wietnamu. Nie chciałam jej bezcześcić mlekiem czy cukrem, więc wypiłam taką, jaką koleżanka podała. Od tego czasu piję tylko czarną kawę. 
  • kubek Mamsam - mój niezastąpiony kubek do kawy. W żadnym innym nie smakuje tak dobrze.

DO SŁUCHANIA:
  • Milky Chance - Peripeteia*
  • Bitamina - Znajoma Nieznajoma*
  • KAMP
  • The Districts - Funeral Beds
  • Transsexdisco - Nic na siłę
  • Jagwar Ma - Uncertainty
  • Organek - Wiosna

*Pozwoliłam sobie wybrać piosenki, których słuchałam w marcu szczególnie często, ale generalnie mam na myśli tutaj całe albumy; od Milky Chance jest to Blossom, a w przypadku Bitaminy - Kawalerka

6 comments:

  1. O tak, peeling kawowy jest meeega :D Ciekawy post, na pewno posłucham później wymienionych przez Ciebie piosenek.
    Pozdrawiam ♥ danityblog.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. dziękuję! mam nadziejęm że któraś przypadnie ci do gustu. : )

      Delete
  2. Zazdroszczę Ci bycia na tych koncertach - marzę o tym, aby na jakiś jechać, ale ciężko z tym :/ W końcu i mi się uda :D

    Ankuuls - KLIK!

    ReplyDelete
    Replies
    1. trzymam kciuki! (i zazdroszczę możliwości przeżycia pierwszego koncertu - emocje nie do opisania.)

      Delete
  3. Bardzo fajne i proste podsumowanie :) Też mam zamiar kupić sobie książkę ,,Mleko i miód" :) Mam nadzieję , że niedługo pojawi się Twoja recenzja.
    http://xgabisxworlds.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. dziękuję pięknie! a co do recenzji - jestem w trakcie pisania. : )

      Delete