23 listopada 2017

well suited #2


elementy coat | Vagabond boots 1 | Vagabond boots 2 | Mango trousers | Arket shirt | & Other Stories scarf | & Other Stories beanie | KOPI earrigs

09 listopada 2017

wishlist: elementy coat

Od dłuższego czasu szukam płaszcza na zimę. O ile dorosłam już do ocieplanych butów, tak nie mogę przekonać się do kurtki puchowej (podobno najlepszej na mrozy) - uparłam się na płaszcz. Przekopałam cały internet w poszukiwaniu tego idealnego, aż w końcu, kiedy straciłam już wszelką nadzieję, przypomniałam sobie o Elementach. Bingo! Nikomu z moich znajomych płaszcz się nie podoba, ale ja jestem zakochana, i z niecierpliwością czekam na wypłatę. 
Mam nadzieję, że do tego czasu nie zamarznę. 



06 listopada 2017

Csilla Klenyánszki

"The reminiscence of being a woman"

















All images © Csilla Klenyánszki

05 listopada 2017

październikowe fajności

Pominęłam kilka miesięcy, jeżeli chodzi o posty tego typu, ale miałam wtedy bardzo mało czasu dla siebie - najpierw była praca, później sesja, i na końcu znowu praca. Bardzo jednak polubiłam tę serię postów, dlatego, że całkiem fajnie obrazują one moje życie w danej chwili. A że jestem strasznie sentymentalna to bardzo miło mi się je czyta i wspomina.
Wraz z powrotem do Gdańska i początkiem nowego roku akademickiego postanowiłam wrócić też do fajnych rzeczy. Moi drodzy, październikowe fajności!

DO OGLĄDANIA:

Bardzo długo wzbraniałam się przed Netflixem, ale w sierpniu w końcu się przełamałam i postanowiłam sprawdzić co ma do zaoferowania. Już teraz mam wrażenie, że nie była to zbyt mądra decyzja. Z racji tego, że jestem strasznym maniakiem seriali wsiąknęłam w niego całą sobą, od początku do końca. W związku z tym chciałabym polecić kilka rzeczy, które uważam za warte uwagi.


  • NAJPIERW ZABILI MOJEGO OJCA - film ten jest ekranizacją wspomnień kilkuletniej wówczas Loung Ung. Akcja rozgrywa się w Kambodży w latach 1975-1979, w czasach reżimu Czerwonych Khmerów. Ja czytałam o wszystkich wydarzeniach dopiero po obejrzeniu filmu, ale gorąco polecam zapoznać się z historią przed seansem.



  • LOVE - jak na wiele rzeczy na Netflixie, na ten serial natknęłam się przypadkiem. A może to on natknął się na mnie? W każdym razie - polecam na oderwanie się od rzeczywistości. Uważam, że produkcja jest całkiem lekka i przyjemna. Można wygodnie usiąść w fotelu i całkowicie wyłączyć myślenie- odpocząć.



  • ELEMENTARY - o serialu tym słyszałam już ładnych parę lat temu, ale jakoś nie mogłam się wziąć za oglądanie. Przy okazji jednych z zajęć historii literatury brytyjskiej zrobiliśmy krótki przegląd ekranizacji opowiadań o Sherlocku Holmesie. Na liście znalazło się również Elementary, co w końcu skusiło mnie do obejrzenia choć jednego odcinka. Skończyło się to tak, że w ciągu tygodnia obejrzałam prawie dwa sezony. Każdy sezon ma 23 odcinki. Myślę, że nie muszę dodawać nic więcej.



URODA:
  • MAC Matte Lipstick - w marcu pisałam o uwielbianym przez wszystkich odcieniu Velvet Teddy, w którym i ja zakochałam się niemalże od razu. Konsystencja tak mnie zachwyciła, że już chyba po tygodniu kupiłam kolejną szminkę - w odcieniu Taupe. Był to strzał w dziesiątkę. Towarzyszy mi od kwietnia i maluję się nią stosunkowo często, biorąc pod uwagę to, że kolor jest dość, powiedzmy, widoczny. Na stronie MACa przeczytałam, że jest to przytłumiony, czerwonawociemnoszary brąz. Nigdy nie słyszałam jeszcze o takim kolorze, ale sama bym go lepiej nie nazwała. 
  • MAC Lip Pencil - przytłumionym, czerwonawociemnoszarym brązem bardzo łatwo zrobić sobie krzywdę, zwłaszcza jak jest się osobą niecierpliwą. Żeby nieco oszczędzić swoją psychikę i czas po kilku miesiącach dokupiłam do szminki konturówkę. Odcień Spice (ten już jest różową laską cynamonu) idealnie współgra z Taupe.
  • Benefit Goof Proof eyebrow pencil & Ready, Set, BROW! clear brow setter - wcześniej chwaliłam Gimme Brow. Byłam tak zadowolona z tego produktu, że bardzo chciałam spróbować pozostałych kosmetyków marki. Nie żałuję. Jedynym minusem jest to, że na początku ciężko było mi przerzucić się na kredkę i moje brwi wręcz błagały o litość, ale z czasem nauczyłam się wypełniać je nieco delikatniej. 
  • PEARLESSENCE, characol neroli detoxyfying cleanising wash - żel do mycia twarzy


  • EVREE, Magic Rose, różany olejek do mycia twarzy - nie będę się za wiele rozpisywała na jego temat - najlepsza rzecz, jakiej kiedykolwiek używałam do zmywania makijażu! Wodoodporny tusz do rzęs mu niestraszny. 
  • czarna maska-peeling z węglem aktywnym - przyznam się bez bicia, że świruję, jak zobaczę, że coś jest z węglem aktywnym. Wydaje mi się, że z takim kosmetykiem od razu pozbędę się wszelkich problemów z cerą. Na ten peeling trafiłam kiedyś całkiem przypadkiem w jakimś małym sklepiku z kosmetykami naturalnymi. Niestety niewiele wiem na temat składu tego produktu, ale sięgnęłam po niego już drugi raz, bo jest to chyba najlepszy peeling, jaki do tej pory miałam. Nienawidzę tych cukrowych/solnych, bo bardzo nie podoba mi się, że drobinki się rozpuszczają. Tutaj nie mam tego problemu, co niesamowicie mnie cieszy. 
INNE:
  • Vagabond KENOVA - czaiłam się na ten model prawie rok. Wiedziałam, że jest pozycją stałą w jesiennej kolekcji non-animal, więc cierpliwie na nie czekałam. Jeżeli mam alternatywę, to zdecydowanie wolę kupić buty, które nie są wykonane ze skóry naturalnej. 


  • KOPI face brooch - kolejna rzecz, na którą polowałam bardzo długo. Udało mi się ją w końcu nabyć - bodajże - w sierpniu, więc jest to właściwie fajność sierpniowo-wrześniowo-październikowa. Ubóstwiam.


  • planner Kleks 



  • torba Shanghai Couture Black, Ania Kuczyńska - jeszcze jedno zakupowe marzenie, które mogłam spełnić dzięki pracy w sezonie. Od sierpnia nie rozstaję się z tą torbą. Jedynym jej minusem jest to, że nie potrafi latać. Mówię teraz poważnie. Jestem jedną z tych osób, które do torebki potrafią spakować połowę pokoju, bo "wszystko może się przydać", a że jest ona baaaardzo pojemna... czasami bywa ciężka. 





DO SŁUCHANIA:
  • Radical Face - Crooked Kind
  • The Kooks - Sway
  • Tom Walker - Play Dead
  • Lewis Capaldi - Lost on You


04 listopada 2017

lingerie

Mam ogromną obsesję na punkcie koronkowej bielizny. Naprawdę, jestem świrem. Jest to jedna z rzeczy, które noszę w stu procentach dla siebie. Może to śmieszne, ale moim zdaniem ładna bielizna dodaje pewności siebie i odwagi. A przecież nikt jej nie widzi!
Wychodzę z założenia, że jak danego dnia spotka mnie coś złego, to zawsze znajdę jakiś pozytyw - przynajmniej miałam na sobie ładny stanik. 
Mam nadzieję, że nie jestem w tym odosobniona i to, co postanowiłam przygotować komuś jednak się przyda. Mianowicie, stworzyłam listę swoich ulubionych marek, mających ofertach niejedną
perełkę. Zapraszam!
God Save Queens ↑
Rilke ↑

Le Petit Trou ↑

Keep it up ↑

Grubą Nicią Szyte ↑

COS ↑

PS Chętnie poznam jakieś nowe marki, więc jakby ktoś znał coś fajnego, to śmiało może mi polecić! 

03 listopada 2017

well suited


COS coat | Mango jeans | H&M turtleneck | Vagabond shoes | H&M scarf | KOPI brooch