Strony

Thursday, 14 September 2017

wishlist: Comme des Garçons long sleeve




wishlist: perfect planner

Od kilku dni poszukuję idealnego planera. Tym razem postanowiłam postawić na taki, w którym samodzielnie mogę uzupełniać daty, gdyż to był zawsze mój największy problem - kalendarza zaczynałam używać dopiero we wrześniu/ w październiku, przez co zostawiałam bardzo dużo niezapisanych kartek. Strasznie mnie to irytowało. Do tego stopnia, że po kilku tygodniach porzucałam zabawę z tą całą organizacją. 

Zakładam, że nie jestem jedyną osobą z takim problemem. Przygotowałam więc listę znalezionych przez siebie planerów. Uporządkowałam je według ceny - od najtańszego do najdroższego.

WEEKLY PLANNER 
cena: 45 PLN
producent: Studio of Basic Design

 

- planner tygodniowy: praktyczny rozkład 54 tygodni, w którym można uzupełnić każdy dzień tygodnia, jak również posiada miejsce na ogólne tygodniowe notatki
- planner miesięczny: plan całego roku
- notatki: puste strony na notatki
- zakładka: poręczna kartonowa zakładka, do zaznaczenia bieżącego tygodnia z miejscem na ważne notatki

format A5
128 stron
54 tygodnie + notatki
oprawa miękka szyto-klejona
wysokiej jakości papier 90g
okładka z kartonu 200g pokryta matową folią
kartonowa zakładka
planer oprawiony papierową opaską
do wyboru mamy dwa wzory okładki: beton i biały marmur

do kupienia: TUTAJ/ TUTAJ/ TUTAJ/ TUTAJ

PLANNER KLEKS
cena: 56 PLN
producent: PAPIERNICZENI

 

Planner z mieniącym się kleksem na okładce, detalem widocznym pod pewnymi kątami - można się nim bawić godzinami, szukając ulubionych gradientów. Okładka wykonana z szarego papieru z paprochami, który dzielnie i z dumą nosi ślady użytkowania. Format "kwadratowe A5" - nie za mały, ale poręczny. Obok kalendarium znajdziesz całą stronę z kropkowanym gridem na notatki. Daty wpisujesz ręcznie, więc planowanie możesz rozpocząć w dowolnym momencie. Miękka oprawa dzięki specjalnemu łączeniu pozwala plannerowi otwierać się i leżeć całkowicie płasko.

format: 165x215mm
zawartość: planner na 54 tygodnie + 80 stron w kropki na notatki
ilość stron: 200
papier w środku: Munken Pure 100g

do kupienia: TUTAJ/ TUTAJTUTAJ

WEEKLY JOURNAL
cena: 60 PLN
producent: Mleko Living

  

Planner tygodniowy "Weekly Journal" zawiera rozkładówki roczne, miesięczne, tygodniowe oraz dodatkowe strony na notatki. Planowanie możesz rozpocząć w dowolnym momencie - daty uzupełnia się ręcznie

format 14x21cm
128 stron
do wyboru dwa kolory okładki: grafitowa i beżowa
zawartość:  rozkładówka roczna, miesięczna oraz 52 rozkładówki tygodniowe, dodatkowo 10 pustych stron na notatki
papierowa zakładka z kalendarzem na 2017 i 2018 rok
papier okładki: 300g Keaykolour 100% recycled (papier ekologiczny z certyfikatem FSC)
papier środka: 100g Cocoon Offset 100% recycled (papier ekologiczny z certyfikatem FSC i EU Ecolabel)

do kupienia: TUTAJ/ TUTAJ

MARBLE PLANNER
cena: 99,90 PLN
producent: POWIDOKI

  

planner do samodzielnego wpisania daty - możliwość rozpoczęcia użytkowania w dowolnym momencie roku; 
planner dzienny na cały rok  ( zakładając, że średnio zapisujemy ok 20 dni w miesiącu) ; łącznie 240 stronic dziennych; 
harmonogram oraz plan dnia;
miejsce na wpisanie aktywności fizycznej, liczby godzin snu oraz wypitej wody;
TO BYŁ DOBRY DZIEŃ ,PONIEWAŻ... czyli pochwała codziennych przyjemności; 
Plan posiłków oraz kontrola spożywanego glutenu, cukru oraz nabiału; 
Miejsce na wpisanie zażytych leków/ dawki witamin oraz samopoczucia - kontrola zdrowia; 
łącznie ok 267 cytatów POLSKICH TWÓRCÓW takich jak Hłasko, Osiecka, Szymborska, Tyrmand, Musierowicz, Kieślowski, Tyrmand i wielu innych; 
NIEZAPOMINAJKA - czyli miejsce na loginy i hasła;
całoroczne kalendarze skrócone na 2017/2018/2019/2020 rok;
dwustronicowy plan na 12 miesięcy;
PER ASPERA AD ASTRA czyli planner celu ( x3);
LETTER TO MYSELF - miejsce na początku i końcu kalendarza na napisanie listu do nas samych ;
MY BUCKET LIST - czyli miejsce na marzenia;
FINANSE w danym miesiącu oraz ich podsumowanie;
miejsce na NOTATKI

- gruba, tekturowa okładka zabezpieczona aksamitną folią oraz metalowymi, złotymi narożnikami , oprawa szyta
- papier o gramaturze 100 g/m²;   środek – biało/czarny nadruk
- 2 tasiemkI-zakładki;   wzór na okładce: marmur; napisy tłoczone, wykonane metodą złocenia
do wyboru 5 kolorów okładki

-330 stron;  wymiar: A5 tj. 20cm x 14,5 cm; waga: ok. 0,5 kg

do kupienia: TUTAJ

Wciąż jeszcze nie podjęłam decyzji w związku z zakupem jakiegoś konkretnego. Może wy jesteście w stanie polecić mi któryś z przeze mnie wymienionych, bądź jakiś, którego nie ma na mojej liście, a warty jest uwagi?
Hej ho!



Saturday, 6 May 2017

wishlist: momu t-shirt



Już od jakiegoś czasu marzy mi się t-shirt od MOMU, ale za każdym razem gdy w końcu zdecyduję się na któryś z dostępnych wzorów, to nagle zaczynają podobać mi się co najmniej jeszcze trzy inne. Póki co, najbardziej chyba kusi mnie ten będący owocem kolaboracji marki z magazynem G'rls Room. 

Wednesday, 19 April 2017

marcowe fajności

Obiecałam sobie systematyczność na blogu, ale pod koniec lutego udało mi się znaleźć pracę i najzwyczajniej w świecie brakuje mi doby na wszystko, co chciałabym zrobić w ciągu jednego dnia. Ma to jednak swoje plusy (praca, nie brak czasu) - w końcu mogę pozwolić sobie na kupno rzeczy, na które zawsze szkoda mi było pieniędzy. Na tę chwilę więc mam możliwość dodawania krótkich recenzji nowych nabytków. Mam nadzieję, że z końcem maja (bo wtedy kończy mi się umowa o pracę) zwiększy się moja aktywność tutaj. Dzisiaj przychodzę z podsumowaniem minionego miesiąca - marca. Moi drodzy, przedstawiam fajności!

DO OGLĄDANIA:
  • Wszystkie nieprzespane noce - film miał swoją premierę dokładnie 4 listopada 2016 roku. Pamiętam, że w trakcie seansu bardzo dużo osób po prostu wyszło z sali kinowej. Sama byłam nieco skołowana, ale wraz z mijającym czasem rósł mój niedosyt. Teraz już nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile razy szukałam filmu w internecie, ile obejrzałam wywiadów, i ile razy widziałam sam zwiastun. W końcu jednak się doczekałam - od końca marca film jest dostępny na VOD. Ale zanim go obejrzycie: pamiętajcie, że jest to produkcja, do której należy podejść z dystansem (i lampką wina).


DO CZYTANIA:
  • Ślepnąc od świateł, Jakub Żulczyk - ta pozycja nie jest żadną nowością w mojej biblioteczce, ale mam do niej wielką słabość. Sam autor wzbudza we mnie ogromne emocje. Może zabrzmi to irracjonalnie, ale niesamowicie imponują mi, a tym samym stresują mnie inteligentni mężczyźni. Pamiętam jak się trzęsłam, kiedy podawałam tę książkę panu Jakubowi do podpisania. Z niecierpliwością czekam na premierę Wzgórza psów.
  • Mleko i miód, Rupi Kaur - nie chciałabym pisać tutaj zbyt dużo, bo planuję dla tej książki osobny post. Jeżeli jednak nie uda mi się tego zrobić to po prostu zaktualizuję ten opis.

URODA:
  • MAC Matte Lipstick - to właśnie jedna z listy rzeczy, na które "czaiłam się" bardzo długo. Postawiłam na jeden z chyba najpopularniejszych odcieni, mianowicie - Velvet Teddy. Mimo tego, że był to całkiem spontaniczny zakup (wpadłam do Douglasa tylko na moment przy okazji wizyty w galerii handlowej), okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie rozstaję się z tą pomadką nawet na chwilę. Już planuję zakup kolejnej. Wciąż jednak nie zdecydowałam się na kolor.
  • Benefit Gimme Brow - nie powinnam narzekać na swoje brwi - są ciemne i mają całkiem ładny kształt. Są przy tym niestety niezbyt gęste, przez co muszę je nieco upiększać. Na rynku dostępnych jest bardzo dużo przeróżnych produktów do brwi, więc nie jest to jakiś wielki problem. Najgorzej jest jednak dobrać odpowiedni odcień kosmetyku, gdyż większość cieni, kredek i wszystkich innych cudów występuje w ciepłych tonach, a moje brwi, jak na złość, mają chłodny odcień. Z Gimme Brow wyjątkowo mi się udało - numer 5 jest wręcz idealny, a samo malowanie zajmuje może kilka sekund.
  • peeling kawowy - poleciła mi go znajoma. Kawę można łączyć z czym nam się tylko podoba, a skóra po zabiegu jest niesamowicie gładka!

MIEJSCA I WYDARZENIA:
  • sztuka wyboru - jeszcze przed przeprowadzką do Gdańska zdarzało mi się tam chodzić dla samej obecności. To miejsce robi dobrze mojemu poczuciu estetyki, a do tego mają fajną kawę i sklep, w którym ostatnio bywam tak często, że pracująca tam pani niedługo zacznie mnie rozpoznawać. 
  • koncert Romantyków Lekkich Obyczajów - był to już któryś z kolei koncert tego zespołu, na który się wybrałam. Zawsze towarzyszą temu takie same emocje - ekscytacja i totalne odcięcie od rzeczywistości. Boli mnie jednak fakt, że chłopaki stali się już tak popularni, że najzwyczajniej w świecie przestajemy mieścić się w Wydziale Remontowym. 
  • koncert KAMP'u - w zeszłym roku grali w walentynki, w tym roku w dzień kobiet. Super sprawa!
  • Die Antwoord Night - to już drugi raz jak wybrałam się na tę imprezę. Nie będę się za bardzo na ten temat rozwodzić. Gorąco polecam wszystkim mającym słabość do tego zespołu!

INNE:
  • czarna kawa - nigdy nie byłam wielką fanką kawy. Jak już zdarzyło mi się wypić to zazwyczaj składała się ona w 3/4 z mleka. Któregoś dnia znajoma poczęstowała mnie kawą, którą przywiozła ze sobą z Wietnamu. Nie chciałam jej bezcześcić mlekiem czy cukrem, więc wypiłam taką, jaką koleżanka podała. Od tego czasu piję tylko czarną kawę. 
  • kubek Mamsam - mój niezastąpiony kubek do kawy. W żadnym innym nie smakuje tak dobrze.

DO SŁUCHANIA:
  • Milky Chance - Peripeteia*
  • Bitamina - Znajoma Nieznajoma*
  • KAMP
  • The Districts - Funeral Beds
  • Transsexdisco - Nic na siłę
  • Jagwar Ma - Uncertainty
  • Organek - Wiosna

*Pozwoliłam sobie wybrać piosenki, których słuchałam w marcu szczególnie często, ale generalnie mam na myśli tutaj całe albumy; od Milky Chance jest to Blossom, a w przypadku Bitaminy - Kawalerka

Friday, 10 March 2017

styczniskowo-luciskowe fajności

Zimą niechętnie wychodzę na zewnątrz, gdyż jestem bardzo nieodporna na niskie temperatury. Najchętniej owinęłabym się w kokon z kołdry i przespała ten okres. Mimo takiego podejścia do życia, udało mi się jednak odkryć kilka całkiem fajnych rzeczy, którymi chciałabym się tutaj podzielić. 

DO OGLĄDANIA:
  • Manchester by the Sea - chciałam obejrzeć ten film, odkąd zobaczyłam zwiastun, który wręcz krzyczał mi prosto w twarz: "idź, idź, idź, musisz to zobaczyć". Zapowiedź, całe szczęście, nie zdradza całej fabuły, więc znalazły się nawet momenty, które sprawiły, że otworzyłam usta ze zdumienia. 


DO CZYTANIA:

  • Pomroki, Jarosław Borszewicz - w Mrokach zakochana jestem po uszy, więc nawet nie zastanawiałam się nad zakupem, jak dowiedziałam się, że opublikowana zostanie kontynuacja. 
"Marysia:
- Psa szczęśliwego widziałam,
kota szczęśliwego widziałam,
króliczka szczęśliwego widziałam, 
konia szczęśliwego widziałam,
nawet świnię szczęśliwą widziałam,
tylko szczęśliwego człowieka jeszcze nigdy nie widziałam..."

URODA:

  • Lakiery hybrydowe - moja niezdarność przy malowaniu paznokci zazwyczaj prowadziła do powstawania dziwnych odcisków na niedoschniętym lakierze. Problemem była też zawsze trwałość - zdarzało się, że już następnego dnia lakier odpryskiwał. Żywotność zawartości pojedynczych buteleczek również pozostawia wiele do życzenie - bardzo lubią gęstnieć i wysychać. Postanowiłam więc spróbować z hybrydami. Był to strzał w dziesiątkę. No dobra, może w ósemkę, bo wciąż się uczę i nie wychodzi mi to perfekcyjnie. Póki co, moimi ulubionymi kolorami są: Delicate Red (068), Indian Roses (097) i Pink Gold (094) z Semilaca.
  • Pomadka INGLOT HD MATTE w odcieniu 27 - bardzo długo szukałam takiego brudnego odcienia czerwieni o całkiem dobrej trwałości. Początkowo miałam problem z dokładnym obrysowaniem ust bez użycia konturówki, ale całe szczęście udało mi się znaleźć pasujący odcień w całkiem przystępnej cenie. Mianowicie, mam na myśli tutaj Long Lasting Lip Liner z KOBO. Niestety nie ma na niej żadnego numerka, więc najlepiej porównać sobie z kolorem pomadki na wierzchu dłoni.
  • Lano-maść (ziaja) - jak doskonale wiadomo - matowe pomadki strasznie wysuszają usta. Jakież było moje szczęście, gdy polecono mi tę maść. Nałożona chwilę przed pomadką jest zbawieniem dla warg.

WYDARZENIA:

  • TRZASKI (Toruń - klub NRD) - miałam możliwość uczestniczenia w tej imprezie przy okazji odwiedzin u znajomej studiującej w Toruniu. Nie sposób opisać panującego tam klimatu, ale muszę przyznać, że chyba nigdy nie bawiłam się lepiej. Było naprawdę niewiele osób, ale muzyka była tak świetna, że każdy na parkiecie miał swój świat i wił się aż do zmęczenia; nikt nikogo nie oceniał i każdy tańczył tak, jak chciał, tak jak potrafił. Ja, na przykład, najpewniej wyglądałam jak dżdżownica porażona prądem.


MIEJSCA (w Gdańsku):

  • DRUKARNIA  - kawiarnię tę pokazała mi znajoma ze studiów. Wybrałyśmy się tam na kawę-pocieszenie po jednym z egzaminów. Tak bardzo spodobał mi się wystrój, że nie zdążyłam nawet zamówić kawy, a już czułam się pocieszona! 


  • SCH. SCHOPENHAUER - gorąco polecam bajgla z halloumi, pychota!


INNE:


  • biedronkowa herbata INTENSITEA o smaku truskawka-agrest - bardzo ciężko jest znaleźć dobrą owocową herbatę, która nie będzie w 70% z hibiskusa sprawiającego, że jest zbyt kwaśna i wcale nie tak fajna, jak się mogło wydawać. Ta jest bardzo dobra, a kosztuje chyba niecałe dwa złote.
  • Francesco Cicciolella - na jego prace trafiłam całkiem przypadkiem. Zauroczyła mnie ich prostota, przekaz i żywe kolory. 


  • Jemima Kirke - zakochałam się w niej, gdy zaczęłam oglądadać serial Girls. Jest to osoba, którą mogłabym bez zastanowienia nazwać swoją girl crush.


DO SŁUCHANIA:

  • Spoon - Do You
  • De Łindołs - Tramwaje
  • Reuben Hollebon - Faces
  • Digitalism - Pogo
  • Kroki - PS Freedom
  • The Strumbellas - Young & WIld
  • Novo Amor - Holland
  • Hollow Coves - We Will Run
  • Empire of the Sun - Walking On A Dream
  • Fairy Tale Show - Szlag


Wednesday, 8 February 2017

new beginning

Odkąd pamiętam, zawsze byłam bierna - żadnego działania, ciągłe czekanie na jakiś przełom mający odwrócić moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Tłumaczyłam sobie, dlaczego nie mogę zrobić czegoś TERAZ, i kiedy nadejdzie odpowiedni moment? Patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, i w końcu widzę jak absurdalne były te moje wymówki. Starałam się usprawiedliwić swój strach przed działaniem. Tylko po co usprawiedliwiać się przed samą sobą?

Ostatnich kilka tygodni było czasem małej rewolucji w moim życiu. Wprowadzam pewne zmiany, 
małymi kroczkami zmierzam w kierunku wymarzonego przewrotu. Muszę przyznać, że idzie mi całkiem nieźle, choć pewnie inni ludzie nawet tego nie dostrzegają z powodu mikroskopijności owych poczynań. W każdym razie, odhaczam kolejne punkty na liście rzeczy do zrobienia. Następna pozycja? Cóż, pisanie bloga zawsze było jedną z tych rzeczy, których nie potrafiłam się podjąć z jakichś abstrakcyjnych powodów. A więc do dzieła!



No dobra, ale skoro już się zdecydowałam, to co właściwie mam zamiar tutaj zamieszczać? Moja odpowiedź: wszyściuteńko! Chciałabym przedstawić pewną część mojego życia, która być może dla niektórych okaże się ciekawa i pomocna. Będę pisała o swoich odkryciach; odkryciach kosmetycznych, muzycznych, filmowych, i tak dalej. Razem będziemy też szukać ciekawych miejsc. Szczególnie w Gdańsku, do którego przeprowadziłam się pod koniec września, a dopiero jakiś czas temu postanowiłam w końcu wyjść z domu dalej niż na uczelnię. Będę pisała tutaj też o tych małych sukcesach związanych z wychodzeniem poza swoją strefę komfortu. Sama lubię czytać takie rzeczy u innych, gdyż bardzo mnie to motywuje.
W skrócie? Ten blog będzie subiektywnym przewodnikiem... po życiu. Tak, to odpowiednie określenie.

Wydaje mi się, że na tym powinnam dziś zakończyć, by bez sensu nie przedłużać tego posta. Mam nadzieję, że postanowicie zostać ze mną na trochę dłużej. A więc: hej ho!